Pierwszy dzień pracy i pierwsze problemy

W poniedziałek 15 lutego wyruszyłam samodzielnie do pracy.
Pierwszy dom – Caroline i do razu pierwszy problem. Peruwiance nie specjalnie spodobał się fakt, iż nie zamierzałam sprzątać od 8.00, a dopiero od 9.00. Nic mnie to nie obchodziło. Praca pracą, ale ja musiałam patrzeć też na swoje dzieci. Nie mogłam wiecznie liczyć na to, że mąż siedzi w domu bez pracy.

Caroline pomarudziła pod nosem i w końcu się zgodziła. Zaczęłam więc pracę – wiadro, szmatki, płyny, mop, odkurzacz i kierunek góra domu. Gdy wdrapałam się na zaadaptowany na pokoje strych zamarłam… Widziałam już zagracone domy, ale ten był ponad moje wyobrażenia…

Pokój pierwszy – chyba gościnny. Stało w nim jednoosobowe lóżko, jakaś szafa, pudła, walizki i sprzęt muzyczny – gitara i syntezator. Wszędzie kłęby kurzu, który unosił się przy każdym przetarciu sprzętu szmatką, a na podłodze tyle miejsca, by zrobić dosłownie krok w każdą stronę. Odkurzaczem ciężko wjechać pod sprzęty a nie można ich przestawić.

Pokój drugi – biuro Caroline. Szafa, tapczan i ogromne, całkowicie zagracone biurko z komputerem. Papiery, dokumenty, karteluszki walały się na biurku, pod biurkiem, na parapecie okna – wszędzie…. Powycierałam kurz na tyle na ile się dało, podłogę umyłam w miejscach gdzie dało się wjechać mopem i wyszłam.

Korytarzyk ze schodami sprawujący jednocześnie rolę pralni i suszarni.

Tyle prania to chyba nie widziałam nigdy w życiu – pranie brudne w koszu, w pralce, na pralce. Pranie czyste porozwieszane na sznurach, suszarce, krzesłach, balustradzie schodów…

Zastanawiałam się, jak tam posprzątać???

W końcu odkurzyłam dywanową podłogę i schody i tym sposobem znalazłam się na I piętrze. Tam było nie lepiej. Pokój dziewczynki mega zawalony zabawkami – mebelki, wózki, maskotki – i to wszystko na podłodze. Zaklęłam pod nosem i zaczęłam sprzątać. Odsuwałam zabawkę po zabawce żeby powycierać kurze, ale gdy wjechałam odkurzaczem pod komodę i wyciągałam spod niej kilka zużytych, zwiniętych w kłębek pampersów miałam serdecznie dość.

Pokój syna i sypialnia gospodyni też nie wyglądały lepiej – wszędzie porozwieszane ubrania i mega kłęby kurzu.
Podobnie było na dole w salonie, z tym, że nie było tam porozwieszanych ubrań.

Jakoś dotrwałam do końca sprzątania, wzięłam pieniążki i wyszłam. Miałam wrażenie, że cała od stop do głów jestem w kurzu…

Niestety nie dane mi było wrócić do domu i wziąć prysznic, bo czekało mnie jeszcze jedno sprzątanie – u Niemca…

Drzwi otwarła mi jego żona. Przywitała mnie z uśmiechem i zaprosiła do środka. Pokazała ponownie, gdzie trzymają odkurzasz i resztę sprzątającego sprzętu i mogłam wziąć się za sprzątanie.

AnnaMieke, czyli pani Gerlach powiedziała, że ona zaraz musi wyjść i że pieniążki dla mnie leżą na stole, a ja wychodząc mam zatrzasnąć za sobą drzwi. Zdążyłam ją jeszcze zapytać, czy za tydzień mogę przyjść wcześniej, o 9.00. Pomyślałam, że skoro nie sprzątam u peruwianki to może zacznę wcześniej u Gerlachów i tym samym wcześniej będę w domu i będę mogła odpocząć z butem ortopedycznym na nodze. AnnaMieke zgodziła się i zapisała w ściennej agendzie ze przyjdę o 9.00, po czym pożegnała się ze mną i wyszła.

Zostałam sama w pustym domu, mogłam sobie sprzątać jak chciałam i nikt mi nie patrzył na ręce. Podobało mi się to.

Zaczęłam od strychu, na którym były urządzone dwa pokoiki - biuro i sypialnia dla gości. W pokoju gościnnym stała szafa i podwójne lóżko, jakaś stara skrzynia, bardzo stare dziecięce krzesełko i koń na biegunach.

Biuro urządzone było na większej przestrzeni. Stało tam duże rogowe biurko z komputerem, monitorem i drukarką, kilka niskich regałów z książkami oraz skórzana sofa.

Oprócz tych typowo biurowych sprzętów stała tam jeszcze deska do prasowania ze stertą ubrań i żelazko… AnnaMieke zanim wyszła zapytała czy nie zechciałabym za dodatkową opłatą jeszcze prasować. Kategorycznie zaprzeczyłam. Owszem, kasa by się przydała, ale ja nienawidzę prasowania. Za żadne pieniądze…..

Gdy kończyłam myć podłogę na strychu zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz i zobaczyłam, że to Paulina.
- O, inspekcja, czy dobrze sprzątam – pomyślałam

Jednak Paulina ani myślała pytać mnie o to jak mi się pracuje. Poinformowała mnie, że ona jest w PL, bo musi zrobić prawo jazdy, a Przemek, jej mąż został w NL i pilnie potrzebuje kasy. Mam mu dać ją jak najszybciej.

Szczęka mi opadła.

Przecież umowa była całkiem inna. Miałam jej płacić po 200€ co dwa tygodnie począwszy od swojego pierwszego dnia pracy. Tymczasem ona dzwoni do mnie już tego pierwszego dnia i wręcz żąda pieniędzy.

Najpierw zatkało mnie zupełnie, a potem zaczęłam na spokojnie je tłumaczyć ze warunki umowy były inne, ze ja mam dwójkę dzieci, że mój mąż nie pracuje i że do jasnej cholery dopiero zaczęłam pracować!!

Tłumaczenia były jak grochem o ścianę, jednak wywalczyłam czas do piątku i umówiłam się, że dam tylko 100€.

Paulina szybko się rozłączyła, a ja dostałam takiej furii, ze resztę domu wysprzątałam na błysk w dwie godziny…

Miałam godzinę w zapasie, więc usiadłam na przeszklonym patio i patrzyłam tępo na przepływający obok domu kanał…

Miałam dość. Ledwo zaczęłam pracować i już problemy. Po raz kolejny dałam się wpuścić w kanał nie spisując umowy. Cóż, sama jestem sobie winna. Za naiwność się płaci…

W wyznaczonym czasie opuściłam dom Gerlachów, zrobiłam najpotrzebniejsze zakupy i wróciłam do domu

 Portal e-holandia.info poleca http://slodko-gorzkaholandia.bloog.pl

Wiadomości z Holandii

Szukaj domu w Holandii

Miasto
Pokoje od
Cena od
Cena do
Nieruchomosci Holandia

Facebook