Bierzmowanie

Moja córka pilnie przygotowywała się do bierzmowania. Uczyła się materiału, sama wybrała sobie imię. Miała z tym trochę problemów, ale w końcu dokonała wyboru.

Jednak im bliżej bierzmowania, tym bardziej ja miałam obawy….

Na szczęście córka zdała egzamin u księdza bez żadnych problemów i teraz trzeba było tylko „przeżyć” ten dzień.

Najpierw jednak musiałam przeżyć zakupy, ponieważ na tak uroczysty dzień należało odpowiednio się ubrać, na co moje dziecię stwierdziło, że nie ma nic odpowiedniego w szafie.

Stara śpiewka…

No, ale jak mus to mus. Na szczęście w pierwszym sklepie, do którego weszłyśmy, czyli C&A moja córka wybrała sobie kremową koszulową bluzkę oraz brązową minispódniczkę ze sztruksu. Do tego wysokie brązowe kozaczki i… oczywiście nie mogłam zapomnieć o dodatkach, czyli kolczyki, łańcuszek. Portfel mi trochę schudł, ale całość wyglądała imponująco.

Termin bierzmowania wyznaczono na 18 października. Podobnie jak w przypadku komunii odbyły się dwie próby. Druga próba oraz spowiedź odbyły się w sobotę, w przeddzień bierzmowania.

Po powrocie do domu nastąpiły gorączkowe przygotowania… Nie, nie przygotowywaliśmy sie na przyjęcie gości, bo tych nie mieliśmy w planach. To znaczy zapraszaliśmy rodzinę, a jakże. Ale chrzestni nie mogli przyjechać, dziadkowie też nie, zostaliśmy więc we czwórkę.

A więc – farbowanie i kręcenie włosów, malowanie paznokci, prasowanie koszul….

Ja i córka musiałyśmy wyglądać reprezentacyjnie. Ona z racji swojej uroczystości, a ja z racji funkcji świadka bierzmowania. Rano ostatnie korekty, delikatny makijaż i w drogę…

Kościół był ładnie udekorowany, choć nie tak bogato, jak w dniu pierwszej komunii.

Bierzmowani siedzieli w specjalnie dla nich zarezerwowanym środkowym rzędzie ławek. Podobało mi się to, że podobnie jak podczas komunii syna mogłam i teraz siedzieć za córką.

Ksiądz tak to zorganizował, że świadkowie bierzmowania siedzieli za swoimi bierzmowanymi, co znacznie ułatwiało sam sakrament. Na szczęście nic nie stało na przeszkodzie, by świadkiem w bierzmowaniu mógł być ktoś z rodziców, bo inaczej byłby kłopot.

Cała uroczystość odbywała się w dwóch językach, z racji tego, że bierzmowania udzielał holenderski kardynał Simonis. On także celebrował mszę wraz z naszym księdzem Trypuciem.

Podobnie jak przy komunii syna dostaliśmy specjalnie na tę okazję wydrukowaną książeczkę, w której wyszczególnione było nie tylko kiedy i kto czyta, modli się czy kto jakie dary niesie do ołtarza, ale także teksty niektórych modlitw po holendersku.

Jeszcze przed mszą kardynał wyszedł w cywilnym ubraniu przed ołtarz, usiadł na krześle i zaczął z młodzieżą rozmawiać.

Oczywiście najpierw zapytał ile z nich rozumie i mówi po holendersku. Umiała dość znaczna ilość, jednak niestety my, a przynajmniej ja się do nich nie zaliczaliśmy. Córka rozumiała coś nie coś, ale zarówno ja za jej plecami jak i mąż z synem siedzący gdzieś z boku niewiele z tego rozumieliśmy.

Na szczęście kazanie było krótkie, ale za to, gdy zaczął się sam sakrament bierzmowania wydawało się, że trwa to wieczność…

Pamiętam swoje bierzmowanie, albo bierzmowanie koleżanki, dla której byłam świadkiem – sztuka polegała na błyskawicznym dotarciu do swojego bierzmowanego klęczącego już przed ołtarzem. Niestety, często trzeba się było przedrzeć przez tłum gapiów. A tutaj – wychodziliśmy z ławek równocześnie i gęsiego szliśmy do ołtarza. Naprawdę super rozwiązanie.

Kardynał siedział na specjalnym fotelu ustawionym na stopniach do ołtarza, a bierzmowani wraz ze swoimi świadkami podchodzili do niego gęsiego. Każdy bierzmowany miał ze sobą karteczkę ze swoim wybranym imieniem, którą wręczał ministrantowi. Potem klękał przed kardynałem, a świadek kładł swoją prawą rękę na prawym ramieniu bierzmowanego. Kardynał udzielał sakramentu przez namaszczenie olejkiem i nadaniem imienia, każdemu ściskał dłoń – zarówno bierzmowanemu jak i świadkowi. I kolejna osoba i kolejna.

Bierzmowanych było wtedy około 70 osób, więc to trwało i trwało. My na szczęście siedzieliśmy w pierwszych ławkach – to znaczy córka w pierwszej, a ja za nią w drugiej. Więc po udzieleniu sakramentu grzecznie siedzieliśmy w ławce i cierpliwie czekaliśmy na koniec….

Reszta mszy przebiegła szybko i sprawnie i mogliśmy wrócić do domu.

Córka była szczęśliwa. Ja nadal nie do końca byłam przekonana o słuszności tak wczesnego udzielania tego sakramentu no, ale już nie było odwrotu.

Właściwie po bierzmowaniu mieliśmy jechać do Polski, ale…. Nie pojechaliśmy.

Jechać mieliśmy na 40 rocznicę ślubu moich rodziców, która miała się odbyć w sobotę 24 października. Akurat nam to pasowało, bo dzieci miały ferie od 17 do 25 października, jeden dzień wolnego od szkoły dałoby się załatwić bez problemu i moglibyśmy wrócić dopiero w poniedziałek 26 października.

Wnioski o urlop złożyliśmy jak tylko rodzice potwierdzili datę imprezy, czyli jeszcze pod koniec sierpnia, ale Adecco po raz drugi nie zgodziło się na nasz urlop…

Mnie nie brali pod uwagę, bo i tak byłam na zwolnieniu, ale Cuneyt stwierdził, że teraz będzie „busy week’, czyli mnóstwo pracy więc urlopu nie dostaniemy.

Gdy próbowałam się wykłócać, że oczywiście wszyscy jeżdżą, co 3 miesiące tylko my nigdy nie możemy usłyszałam:

- Albo teraz, albo na Boże Narodzenie

Szczęka mi opadła, ale musiałam skapitulować. Powiedziałam jedynie, że chcę mieć to na papierze – już teraz, dzisiaj podpisany urlop na Boże Narodzenie.

Na szczęście papier dostałam, ale i tak wyszłam z biura trzaskając drzwiami.

 


http://slodko-gorzkaholandia.bloog.pl

Szukaj domu w Holandii

Miasto
Pokoje od
Cena od
Cena do
Nieruchomosci Holandia

Facebook