Trudne życie z gipsem

Pierwsza noc była koszmarem. Następne też nie były lepsze, ta pierwsza jednak szczególnie zapadła mi w pamięć.

Zaczęło się od tego, że nie umiałam wejść na piętro. Moje schody są bardzo dziwne i w pewnym miejscu zaczynają skręcać jednocześnie zwężając się z jednej strony. Bałam się, że moje ręce zaopatrzone w berła nie utrzymają ciężaru wcale nie lekkiego przecież ciała. Odłożyłam więc berła i próbowałam wejść na górę skacząc na jednej nodze schodek po schodku, rękami przytrzymując się poręczy. To także nie był najlepszy pomysł, bo bardzo szybko się zmęczyłam, zaczęła mnie boleć zdrowa noga i ręce. Mąż próbował podpierać mnie za plecy, ale i to niewiele pomogło.


Wreszcie jakoś dotarłam na piętro, ale powstał problem z umyciem się pod prysznicem. Chociaż padałam ze zmęczenia musiałam jakoś wziąć prysznic. I znów z pomocą przyszedł mój pomysłowy mąż. Owinął mi gips dużym workiem na śmieci i dodatkowo zabezpieczył ręcznikiem, by woda nie dostała się pod gips. Jednak i tak musiał mnie podtrzymywać, gdy się myłam. Nie mogłam przecież opierać się na gipsie, stałam więc na jednaj nodze oparta o męża. Biedak później musiał wycierać zalaną łazienkę….

Prawie kompletnie wyczerpana położyłam się do łóżka z nadzieją na szybki sen. Skręcona kostka przecież nie bolała, a na swędzącą skórę miałam zakrzywiony drut. Szybko przekonałam się jednak, że spanie z nogą w gipsie jest bardzo trudne.

Generalnie nigdy nie śpię na plecach, bo nie umiem w takiej pozycji zasnąć. Przeważnie zasypiam na lewym boku. Wtedy jednak noga w gipsie znalazła się na zdrowej nodze i zaczęła ją uciskać. Gdy odwróciłam się na prawy bok było zdecydowanie lepiej, jednak wtedy noga znalazła się na płaskim, a lekarz wyraźnie zalecił, by przez jakiś czas trzymać ją wyżej…

Pozostawało ułożenie się na plecach i ułożenie nogi w gipsie na małej poduszce. W tej pozycji trudno mi było zasnąć, więc znów próbowałam jakoś ułożyć się na boku…. Po kilku godzinach wreszcie udało mi się zasnąć….

Gdy się rano obudziłam mojego męża nie było już w łóżku. Zadzwoniłam więc ze swojej komórki na nasz telefon stacjonarny i mąż przyszedł do sypialni. Podtrzymywał mnie gdy się ubierałam, myłam i czesałam. Wciąż wszystko robiłam stojąc na jednej nodze. Problemy pojawiły się znów, gdy musiałam zejść po dosyć stromych schodach. Pomyślałam wtedy, że przecież ciągle nie mogę być zależna od pomocy męża, że przecież on następnego dnia musi iść do pracy. Postanowiłam zjechać ze schodów na własnej pupie, asekurując się rękami i zdrową nogą….

Uff, udało się. Na dole znalazłam się stosunkowo szybko i w miarę bezboleśnie. Teraz już mogłam poruszać się przy pomocy bereł.

Przed południem zadzwoniła Kaśka z zapytaniem, co się stało. Widziała przecież już w sobotę na swojej komórce, że dzwoniłam i później wieczorem, gdy widziała moje dzieci na spacerze z psem to je zaczepiła. Okazało się, że całą niemal sobotę była na plaży z panią G. Nie zabrała ze soba komórki, więc mogłam sobie dzwonić i dzwonić.

Nie zdziwiło mnie, że wybrała się na plażę z panią G. i jej dziećmi. Już wcześniej mówiła mi, że obie się troszkę zaprzyjaźniły, bywały u siebie na kawie i grillu. Pytała mnie nawet, czy ja nie mam nic przeciwko. Nie miałam nic przeciwko, bo przecież nie ja jej będę wybierać znajomych. Życzyłam jej tylko, by ta „przyjaźń” nie odbiła jej się czkawką, tak jak mnie….

Umówiłam się z Kaśką, że przyjdzie do mnie w poniedziałek rano, bo ktoś musiał zadzwonić do szpitala i umówić mnie na wizytę w gipsowni.

 

Należę do tych szczęśliwych kobiet, których mężowie są nauczeni robić wszystko – gotować, sprzątać, malować, reperować, opiekować się z dziećmi i nie tracą przy tym nic ze swej męskości. Dlatego mogłam spokojnie odpoczywać na sofie z nogą uniesioną wyżej wtedy, gdy mój mąż wraz z dziećmi przygotowywali posiłki. Niedziela minęła mi więc na totalnym lenistwie i odpoczynku.

Wieczorem postanowiłam sama wejść na piętro. W jaki sposób? W podobny sposób, w jaki rano z tego piętra schodziłam. Rano jednak „zjeżdżałam” na własnej pupie, tym razem jednak siedząc na schodach wciągałam się na rękach do góry – schodek po schodku. Udało się i bardzo się z tego powodu cieszyłam.

 

W poniedziałek rano mąż wybrał się do pracy, a ja leżałam w łóżku do momentu, gdy dzieci zaczęły wybierać się do szkoły. Nie mogłam im nijak pomóc, a jeszcze sama musiałam skorzystać z ich pomocy. Wstałam, ubrałam się i umyłam, a potem zjechałam na dół tak samo jak w dniu poprzednim. W kuchni zrobiłam sobie kawę i śniadanie, lecz musiałam prosić dzieci o zaniesienie mi tego wszystkiego do salonu. Później zostałam sama z psem.

Gdy przyszła Kaśka najpierw zadzwoniliśmy do Adecco z informacją o problemie. Trochę się wystraszyłam, bo okazało się, że w biurze nikt nie wie o moim wypadku. Zaczęłam się trochę martwić. Kaśka powiedziała, że nic nie zrobię, muszę czekać i zadeklarowała swoją pomoc. Poprosiłam ją jedynie o telefon do szpitala i umówienie mnie na zdjęcie gipsu. Miałyśmy tam pojechać w piątek 11 lipca na godzinę 9.00 rano. Pogadałyśmy chwilkę i Kaśka poszła do domu. Nie potrzebowałam robić żadnych zakupów, bo miałam raczej wszystko, co potrzebne. Zresztą sklep spożywczy nie był aż tak strasznie daleko, by mąż lub dzieci nie mogli iść kupić tego, czego bym nagle potrzebowała.

Następnego dnia jednak znów musiałam prosić Kaśkę o pomoc. Zadzwoniła bowiem bardzo miła pani z UWV które jest odpowiednikiem polskiego ZUS-u. Pani była bardzo wyrozumiała dla mojej nieznajomości holenderskiego i powiedziała że zadzwoni za godzinę. Miałam więc czas by poprosić Kaśkę o ponowne przyjście i pośredniczenie w rozmowie.

Z rozmowy wynikało, że wypadek jednak został zgłoszony. Pani wypytywała się jak do niego doszło, co powiedzieli w szpitalu, kiedy zdejmą mi gips i kiedy mam zamiar wrócić do pracy. Na to ostatnie nie byłam w stanie jej odpowiedzieć, bo sama tego nie wiedziałam. Pani podała Kaśce swoje nazwisko i numer telefonu i poprosiła o kontakt po zdjęciu gipsu. Powiedziała, że mam czekać na decyzję przyznania zasiłku chorobowego od 6 do 8 tygodni.

- Za 8 tygodni to ja już wrócę do pracy – pomyślałam. – A przecież z mojego konta bankowego idą wszystkie opłaty za mieszkanie, prąd, ubezpieczenie… Jak to będzie?

Kaśka zdołowała mnie jeszcze bardziej mówiąc, że wcale nie muszą mi przyznać tego zasiłku. Gdy ona wyszła przeszukałam forum niedziela.nl, a gdy nie znalazłam informacji których szukałam sama zadałam pytanie i czekałam na odpowiedź.

Siedziałam cierpliwie sama w domu i trochę się nudziłam. Przypomniało mi się, że przywiozłam ze sobą z Polski swoje hafty a miedzy nimi rozpoczęty obraz. Niestety dosyć szybko okazało się, że brakuje mi potrzebnych kolorów i znów nie miałam co robić. Na szczęście w piątek mieli mi zdjąć gips, dzieci kończyły szkołę i mieli przyjechać moi rodzice. Miałam zacząć bardziej normalnie się poruszać i przestać być sama przez większą część dnia, a do tego mama obiecała przywieźć mi potrzebne kolory muliny.

Do piątku musiałam się jednak jeszcze pomęczyć z gipsem, który najbardziej doskwierał mi podczas wchodzenia i schodzenia po schodach i podczas brania prysznica. Tego ostatniego pomimo najszczerszych chęci nie mogłam sobie odmówić, bo jak na złość niemal zaraz następnego dnia po wypadku dostałam miesiączki. Codzienny prysznic stał się koniecznością, jednak im bliżej piątku tym lepiej dawałam sobie radę i mąż coraz mniej mi asystował.

 

więcej na: http://slodko-gorzkaholandia.bloog.pl

Szukaj domu w Holandii

Miasto
Pokoje od
Cena od
Cena do
Nieruchomosci Holandia

Facebook