Z wizytą u Państwa G.

Po nieprzespanej nocy poranek był szczególnie ciężki. Mąż pojechał do pracy, a ja musiałam załatwić dwie sprawy. Najpierw wraz z córką poszłyśmy do sklepu zapłacić za cukierki.

Było mi wstyd, kiedy stanęłam przed kierownikiem sklepu i zaczęłam go przepraszać. Byłam czerwona jak burak i widziałam wszystkie oczy całego personelu skierowane na swoją osobę, gdy płaciłam mu za cukierki. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię, uciec gdzie pieprz rośnie….

Cudownie. Przyjechali Polacy i kradną….

Pocieszałam się jednak myślą, że córce także nie jest do śmiechu…

Druga sprawa wcale nie była łatwiejsza. Jak powiedzieć komuś ze jego dziecko kradnie? Ale nie mogłam się cofnąć, uważałam ze oni tez powinni wiedzieć ze ich syn kradnie i namawia do kradzieży. Idąc do nich czułam jak wzbiera we mnie złość.


- Nie denerwuj się – Uspokajałam się w myślach - Trzeba to załatwić dyplomatycznie.

No cóż, łatwiej powiedzieć niż zrobić. Gdy pani G. otwarła mi drzwi, po zdawkowych powitaniach zapytałam czy jest w domu jej starszy syn, bo muszę z nim porozmawiać.

- No, jest. A co on znowu zmalował? – Zapytała pani G.

Uderzyło mnie to jedno słowo: „ZNOWU”. Czyżby to nie pierwszy raz?

Najspokojniej jak umiałam opowiedziałam całą tę historię, nie pomijając faktu, że to R., syn pani G. namówił moje dziecko do kradzieży cukierków. Chłopak zwijał się jak piskorz, tłumaczył, owijał w bawełnę aż w końcu wypalił mi prosto w twarz, że mój syn tez ukradł autko.

Tego było już za wiele na moje nerwy. Podniesionym głosem zażądałam przyznania się do winy, a nie obarczania całą winą moich dzieci.

- Gdyby to moje dzieci kradły wcześniej, to już dawno zostałyby złapane – wypaliłam.

- Mieszkam tu, w tym mieście od roku i nikt nigdy się na moje dzieci nie skarżył, więc proszę nie opowiadaj mi, że to nie twoje głupie pomysły. A z synem ja sobie porozmawiam, jak tylko wrócę do domu – hamowałam się by nie podnosić głosu, ale słabo mi to wychodziło.

- I bardzo cię proszę, byś więcej nie spotykał się z moimi dziećmi, bo nie raz i nie dwa brzydko je wyzywałeś.

Zauważyłam, że jego matka niezbyt się zdenerwowała całą tą sytuacją. Powtarzała tylko w kółko, że ma mówić prawdę i że o wszystkim dowie się ojciec jak wróci z pracy. Domyślałam się, że chodzi o pana G. a nie o prawdziwego ojca R.

Miałam dość całej tej sprawy i sytuacji. Ponownie poprosiłam by jej dzieci nie przychodziły bawić się z moimi, bo ja sobie tego nie życzę.

Na odchodnym pani G. przyznała mi rację.

Po powrocie do domu wzięłam na tapetę syna. Przyznał się od razu do kradzieży autka w sklepie, nawet mi je przyniósł pokazać. Nie wiedziałam czy mam na nich wrzeszczeć, czy ich bić, czy robić jeszcze coś innego. Usiadłam na krześle i rozpłakałam się.

Pamiętam, że przez łzy mówiłam cos o niewdzięczności, o głupich pomysłach, o pierwszej komunii świętej, o powiedzeniu o wszystkim babciom, o więzieniu, o deportacji do Polski. Tak bez ładu i składu. Nie krzyczałam już, bo nie miałam siły.

Moje dzieci siedziały obok mojego krzesła na podłodze i też płakały. Przepraszały, obiecywały, że to się już nigdy nie powtórzy, że nie będą się już bawić z dziećmi państwa G. Nie wiedziałam czy mam wierzyć, czy mam się bać następnych dni….

Gdy się uspokoiłam powiedziałam im, że dobrze, zaufam im, dam im szansę i nie powiem o niczym żadnej babci. Ale jeśli taka sytuacja się powtórzy, znowu coś ukradną i przyjdzie policja to ja ich bronić nie będę, sami muszą wziąć odpowiedzialność za to, co robią. Oprocz tego był szlaban na PS i komputer – trudno, jakaś kara musi być, szczególnie za tak poważne przewinienie…

Serce mi się kroiło, ale musiałam ich jakoś nastraszyć, pokazać złe strony tego postępowania. Dodatkowo nastraszyłam syna pierwszą spowiedzią świętą. A niestety, miał się iść spowiadać do tego samego księdza, który uczył go religii, który miał udzielić mi pierwszej komunii świętej.

Po jego minie widziałam, że był przejęty tym faktem. Córka też.

Nie mogłam jednak odetchnąć z ulgą. Nie, dopóki państwo G. mieszkali w pobliżu. W głębi duszy chciałam by Kaśka wróciła, ale na to się wtedy jeszcze nie zanosiło.

Kilkakrotnie jeszcze dzieci wracały z podwórka prawie płacząc i mówiły, że R. brzydko je wyzywa. Próbowałam tłumaczyć, żeby nie zwracali na niego uwagi, że sam przestanie.

Mój syn zaczął mieć przez niego problemy w szkole, ponieważ R. ciągle do niego mówił po polsku. Na lekcji, na cały głos. Nic sobie nie robił z obecności nauczycielki i z jej próśb, by uczył się języka i posługiwał nim – jak grochem o ścianę.

Na moją wyraźna prośbę nauczycielka rozsadziła ich do różnych ławek a widząc, że obaj mają problemy językowe zaproponowała, że znajdzie jakiś sposób na to by chętniej i szybciej nauczyli się i zrozumieli język holenderski.

Na początku marca zadzwoniła Kaśka z nowiną - wracają do Holandii, wypowiadają Państwu G. umowe wynajmu domu. Gdzieś w głębi serca zaświtała mi nadzieja, że teraz to już wszystko się jakoś ułoży...

 

 więcej na: http://slodko-gorzkaholandia.bloog.pl

Szukaj domu w Holandii

Miasto
Pokoje od
Cena od
Cena do
Nieruchomosci Holandia

Facebook