Komentarze

Poniżej przedstawiamy blogi Polaków mieszkających w Holandii, jeśli chcesz, aby i twój blog się tu znalazł skontaktuj się z nami na maila Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Jak Polacy oszukują Polaków w Holandii?

Piszę o tym ku przestrodze osób, które mogą się z tym zetknąć. W Holandii, Polsce, gdziekolwiek. Bo „PRZYPADKI chodzą po ludziach”.

Rok temu, zima. Holandia. Wracam z zakupów do domu, wchodzę do salonu i co widzę? Na środku pokoju stoi nowa, świeża, nierozpakowana lodówka. Pytam współlokatora czy nasza koleżanka, na którą jest mieszkanie zamówiła nową. Mówi:

- Nie.

- Więc kto ją zamówił? – robię wielkie oczy, bo jeśli nie ona to może właściciel domu ale po co nam trzecia lodówka, skoro dwie działają bez zarzutu.

Sprawdzam nazwisko na zamówieniu przypiętym do lodówki. Kto zamówił? Boerg. Ani to nie jest nazwisko właściciela, ani nikogo z nas. Adres się zgadza. Pytam, kto odebrał przesyłkę?

- Ja – odpowiada kolega, który chyba nie kuma, że nie odbiera się paczek, dostaw, listów, NICZEGO jeśli wiadomo, że nikt pod tym adresem tak się nie nazywa.

Odebrał paczkę, podpisał się (z tego co powiedział nazwiskiem a nie sygnaturą – więc nie wymiga się, że to nie on) i mamy oto właśnie nówka – nieśmiganą lodówkę w salonie.

Zaczęliśmy zastanawiać się czy to nie jakiś przekręt? I czy to na pewno lodówka? A nie np. 20 kg narkotyków, lub…. masakra co nam do głowy jeszcze powpadało.

Kolega wieczorem zawinął manatki i pojechał na urlop do Polski. Rano koleżanka bierze potwierdzenie odbioru i idzie do sąsiadów Holendrów zapytać, czy znają kogoś o tym nazwisku, bo może tylko ktoś pomylił nr domu. Nie wraca, ja czekam. Czekam, czekam a po chwili wpada do domu z sąsiadami.

Pech lub nie pech chciał, że trafiliśmy na najbardziej nadgorliwy typ sąsiadów. Pomoc sąsiedzka – NAJWAŻNIEJSZA.

Wchodzi on, za nim wtacza się jego ciężarna żona. Oglądają karton, w którym mam nadzieję jest lodówka. Nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że karton został obwąchany. Ona korzystając z komórki wyszukuje nam wszystkie możliwe (znalazła trzy) kontakty z kimś, kto weźmie to z powrotem. Nadgorliwość każe jej nawet sprawdzić, ile zapłacimy za minutę połączenia. Będziemy dzwonić w poniedziałek, bo dziś sobota.

Po tym jak kilka razy powtórzyli, co mamy robić udało nam się ich „elegancko wypchnąć za drzwi wejściowe”. Za godzinę dzwonek do drzwi. Sąsiad woła koleżankę do swojego domu obok, bo coś znalazł w Internecie. Koleżanka wchodzi do środka a tam cała rodzina (on, żona i rodzice). Żwawo dyskutują, gestykulują. Stoją przed laptopem.

Sąsiad znalazł w necie informację na temat szajek, które zamawiają na inny niż ich adres towary, które chcą mieć. Dostarczyciel naciska odbiorcę na zapłacenie za przesyłkę a dwóch, trzech osiłków przychodzi pod taki adres i zastraszeniem albo Bóg wie jak zabierają zamówione rzeczy. Nie wiem, kto jest taki głupi, że:

1. odbiera cudze paczki, jak nie wie, kim jest osoba na rachunku (chyba, że mój kolega, który chyba do najbystrzejszych nie należy, bo jak to wytłumaczyć?)

2. kto tych paczek nie odsyła na czas. Chyba jakaś starowinka, która nie wie, jak się za to zabrać, albo totalne życiowe olewusy.

3. a już zupełnie nie rozumiem, kto płaci za nie zamówione przez siebie paczki???

Po tym ostrzeżeniu w holenderskich wiadomościach zrobiło nam się nieciekawie. Lodówka została wypchnięta na tył kuchni, przykryta kocem, by nie było jej widać zza wielkiego okna w salonie.

Mija kilkadziesiąt minut. Dzwoni dzwonek. Znów sąsiad. Tym razem z kartką papieru. Mówi, że zgłosił sprawę na policji. Że tutaj mamy plan, wg którego mamy postępować. Wszystko rozpisał. Rozrysował na kartce. Jego plan brzmiał:

Jak ktoś będzie chciał zabrać lodówkę, mamy ściemniać, że jej u nas nie ma. Od razu jedna dzwoni na policję. Jak nie zdąży na czas przyjechać, to ta co gada z oszustami zapamiętuje numery rejestracyjne samochodu, którym przyjechali.

Patrzę na sąsiada. Dawno nie widziałam kogoś tak nakręconego na działanie. Pan lat 40, zaangażowany tak bardzo, że można się go przestraszyć.

Powtórzył kilka razy, co po czym mamy robić. Dał kartkę z wytycznymi a my coraz bardziej zaczynamy obawiać się „odbiorców lodówki”.

W niedzielę spokój, nikt podejrzany nie kręci się koło domu.

W poniedziałek dzwonię pod pierwszy numer znaleziony przez żonę sąsiada i w cenie 1 euro/minuta (bo przecież spisała koszt połączenia) tłumaczę Pani, że mamy w domu coś, co nie było przez nas zamówione. Nie chce mi się tłumaczyć po raz kolejny, dlaczego skoro to nie jest dla nas, to ktoś to odebrał. Nie wiem, czy ogarnęłaby tok myślenia mojego współlokatora, który podpisał odbiór paczki.

Zostaje złożona mi propozycja, żebym odesłała paczkę. Noooooo chyba Pani żartuje!!! Sami niech po to przyjeżdżają. Obiecała kogoś podesłać następnego dnia.

Wtorek rano. Dzwoni dzwonek. Już martwię się, że to sąsiad, bo nie było go caaaaaaaały poniedziałek. Widzę Pana w uniformie. Mówi, że przyjechał po lodówkę. Hola, hola, najpierw niech udowodni, że to nie ściema. Nie ma żadnego identyfikatora na uniformie, ciężarówka ma inne logo i nazwę niż firma, gdzie zgłaszałam pomyłkę. Pokazuje mi papiery. Takie same jak te, które mamy na lodówce. Zapraszam go do środka. Wchodzi do kuchni i zabiera się za pakowanie NASZEJ, PEŁNEJ, UŻYWANEJ LODÓWKI. Mówię szybko, że to nie ta i pokazuję na koc. On patrzy na mnie wymownie. Jego oczy zdają się pytać: lodówkę przykryłaś kocykiem? I wepchnęłaś w najciaśniejszy kąt kuchni, żebym miał problem z wyciągnięciem? O co chodzi?

Tłumaczę, że to chyba jakaś podpucha, że ktoś nas chciał wrobić, że schowałyśmy ją jak najdalej od wielkiego okna w salonie, gdzie wszystko widać. Zabrał lodówę, podpisałam papiery, że lodówka zabrana i myślałam, że koniec historii.

Poszłam na basen. Wracam a koleżanka od progu woła:

- Nie uwierzysz, co się stało? Przyszli po lodówkę!!!

- Ale kto przyszedł? – robię wielkie oczy.

Zaczyna swoją opowieść.

- Ktoś zadzwonił do drzwi. Podeszłam i otworzyłam. A tam gościu z rowerem. Ani Hello! Ani Good Morning, ani nic po holendersku. Od razu mówi dzień dobry. Czyli wiedział, że trafił do Polaków. Musieli wiedzieć, że tu mieszkamy. Ktoś nam świnię podstawił.

- O matko!

- Stoi zmieszany i kręci palcami, nie patrzy mi w oczy i mówi, że po lodówkę przyszedł i po paczkę z ciuchami!

- Jaką paczkę z ciuchami??? – wkurzona pytam.

- No właśnie – odpowiada koleżanka. Oni zamówili dwie przesyłki. Paczka najwyraźniej jeszcze nie doszła.

- Oby nie doszła – mówię.

Ona ciągnie opowieść dalej:

- Od razu pomyślałam jak on tą lodówkę chce zabrać, skoro rowerem przyjechał. Pytam się, jakim cudem dwie paczki zostały wysłane na nasz adres? Nie zamawiał ich przecież w tym samym sklepie internetowym. Zaczyna ściemniać, że jak wypełniał formularz to zamiast 41 wpisał 14. Zapytałam więc, czy ulica się zgadzała? Czy mieszka na tej ulicy?

- I co powiedział? – byłam ciekawa.

- Ewidentnie chłopaczek zaczął plątać się w zeznaniach. Powiedział, że ulica też była inna.

- To ulicę też pomylił? – nie wierzyłam, że wpisując dane pomylił się i na ulicy i na numerze domu. - I na czym stanęło? – chciałam wiedzieć, jak się to skończyło.

- Odjechał na tym swoim rowerku. Powiedziałam mu, że lodówkę odesłaliśmy a paczki z ciuchami nie odbierzemy.

 

Od niedawna Kreda publikuje na naszym portalu felietony na temat edukacji w Holandii. Zapraszamy do lektury. 

Miasto rozrywki? Nej. Wiecznych imprez? Nej. Zwariowanych ludzi? Nej.
Amsterdam jest mocno przereklamowany. Wszędzie jest brudno. Na ulicach – stosy worków ze śmieciami i bez worków śmieci również. Na ziemi wala się jakieś różowe gówno nie wiadomo jakiego pochodzenia – podejrzewam, że od fajerwerków, ale nigdy nie widziałam czegoś takiego w takiej ilości.

Moi pracodawcy


Aby wiernie oddać charakter pracy i późniejsze zawirowania oraz problemy muszę krótko opisać swoich pracodawców i ich domy.


1. Carolina – peruwianka od lat mieszkająca w Holandii z mężem i dziećmi. Typowy holenderski dom w zabudowie szeregowej. Sprzątanie w co drugi poniedziałek rano:

- parter = korytarz, wc, salon, kuchnia,

- I piętro = łazienka, sypialnia, 2 pokoje dziecięce, korytarz, schody,

- zaadaptowany na cele mieszkalne strych = 2 pokoiki i pralnia z suszarnią.

Na wszystko 3h

 

2. Rodzina Gerlach – on Niemiec, ona Holenderka, dwoje dzieci. Duży dom w starym stylu, pełen pamiątek z wypraw do Afryki. Sprzątanie w każdy poniedziałek w godzinach południowych:

- parter = korytarzyk, wc, ogromny salon z przeszklonym patio, kuchnia

- I piętro = łazienka, pokój zabaw dla dzieci, sypialnia gospodarzy i sypialnia dzieci, korytarzyk,

- strych = pokój dla gości, biuro

Czas – 4h

 

3. Bas i Nynke – młode małżeństwo z dwójką dzieci mieszkjące na obrzeżach Woerden w ogromnej willi. Sprzątanie w każdy wtorek rano:
- parter = wc, korytarz, ogromny salon z jeszcze większą kuchnią,

- I piętro = duża sypialnia gospodarzy z garderobą i ogromna łazienką, pralnia, łazienka dla dzieci, dwa dziecięce pokoiki, korytarz

- II piętro = korytarz zawalony dziecięcymi zabawkami i dwa pokoje w trakcie adaptacji

Czas pracy – 3,5h

 

4. Ida i Paul – małżeństwo z dwójką dzieci. Dom w zabudowie szeregowej, bardzo zadbany. Sprzątanie w co drugą środę rano:

- parter = kuchnia, salon, jadalnia, wc, korytarzyk

- piętro = wyłącznie łazienka i schody

Resztę domu (własne i dziecięce sypialnie oraz zaadaptowany strych) państwo sprzątało samo.

Czas – 2,5h

 

5 Maaika – młoda kobieta (niezamężna lub rozwódka – nie pytałam) z dwójka dzieci. Dom bardzo zadbany. Sprzątanie w co drugą środę rano (na zmianę z Idą):

- parter = korytarzyk, wc, salon, kuchnia,

- I piętro = łazienka, sypialnia, pokoje chłopców, korytarzyk, schody

- stryszek zaadaptowany na pralnię i pokój.

Na wszystko – 3h

 

6. Sandra i Jerry – młode małżeństwo z dwójką małych dzieci. Nowy, ładny dom w zabudowie szeregowej. Sprzątanie w każdy czwartek rano:

- parter = korytarz, wc, kuchnia połączona z salonem,

- piętro = sypialnia, łazienka, pokoje dziecięce, korytarzyk, schody

- strych = na wyraźne życzenie Sandry

Czas – 3h

 

7. Danielle – młoda mężatka z dwójką dzieci. Generalnie miałam okazje widzieć ją i jej męża tylko raz. Mieszkali w starej kamienicy w samym centrum Woerden. Kamienica nadawała się do generalnego remontu – zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz. Sprzątałam co tydzień w każdy czwartek, po skończeniu sprzątania u Sandry:

- parter = długi korytarz, wc, ogromny salon z otwartą kuchnią, schody,

- piętro = jedno pomieszczenie zaadaptowane na kilka mniejszych – sypialnia, łazienka, kącik biurowy, pokój dla dzieci przedzielony szafą na dwa oddzielne, kącik na pralnię

Czas na sprzątanie – 3h

 

8. Claire – starsza, bardzo przemiła pani mieszkająca sama w dużym domu w willowej dzielnicy Woerden. Sprzątanie w co drugi czwartek, po skończeniu u Danielle. Sprzątałam wyłącznie parter: dość duży hall, salon i kuchnię. Czasem na wyraźną prośbę odkurzałam piętro czy pomagałam zmienić pościel. Z racji tego, że nie pasował mi dzień pracy poprosiłam Claire o zamianę sprzątania na środę.

Czas pracy – 2h

 

9. Mieke i Eric – małżeństwo z dwójką dzieci mieszkające w okolicy Idy oraz Maaikie. Dom ładny, zadbany. Sprzątanie w co drugi piątek rano:

- parter = korytarzyk, wc, salon, kuchnia, schody

- I piętro = łazienka, sypialnia, gabinet, pokój córki, korytarz, schody,

- II piętro = pokój gościnny, pokój syna, pralnia, korytarz

Czas – 3,5h

 

10. Renata – mężatka z trójką dzieci. Ona pielęgniarka, on lekarz (niestety nie wiem jakiej specjalności). Duża willa o brzydkich gabarytach na nowowybudowanym osiedlu Woerden. Sprzątanie w każdy piątek w godzinach południowych:

- parter = hall, wc, ogromny salon z otwartą kuchnią, schody z podestem

- I piętro = gabinet, pokój córki, łazienka, duża sypialnia, korytarz, schody,

- II piętro = dwa pokoje chłopców, łazienka, korytarz

Czas na całą willę – 3,5h

 

11. Hetty – mężatka w wieku około 60lat, mieszkająca z mężem w piętrowym mieszkaniu. Sprzątanie miało się odbywac w co drugi piątek przez 4h, po skończeniu u Renaty. Zamieniłam to na sprzątanie w każdą sobotę po 2h.

Sprzątałam na zmianę – albo całe piętro (sypialnia, łazienka i dwa pokoje), albo cały dół (salon, kuchnia, korytarz, wc)

 

Trochę tego było do ogarnięcia… Na szczęście pomagając Paulinie pierwszy tydzień pracy miałam już za sobą, mogłam więc spokojnie zacząć pracowac z swoim tempie.

Kupiłam też sobie kalendarz czyli jak Holendrzy mówią "AGENDE", by zapisać adresy, nr telefonów i dni w jakich sprzątałam na poszczególnych domach. Musze przyznać, że agenda sprawdziła się wyśmienicie, szczególnie w okresie urlopowym.

Portal e-holandia.info poleca blog  http://slodko-gorzkaholandia.bloog.pl



 

Czytałam niedawno artykuł o tym, iż Amnesty International informuje, że wyznawcy islamu są w Holandii najbardziej dyskryminowaną grupą społeczną. Śmiać mi się zachciało na takie wyniki badan, o ile jakieś przeprowadzili.

Z okazji Mistrzostw Europy w piłce nożnej w tym roku sławny w Holandii market, Albert Heijn, postanowił opublikować w swojej gazecie narodowe dania wszystkich krajów europejskich.

W poniedziałek 15 lutego wyruszyłam samodzielnie do pracy.
Kolejne dni nie były już tak nerwowe.

Każda rodzina posiadająca psa w Holandii, płaci za niego podatek, ok. 100 euro rocznie.

Zaczęły się dni pełne obaw o zdrowie męża, pilnowania czy zażył odpowiednie tabletki, czy nie je za słodko i za tłusto. Jednym slowem pełna kontrola diety.

Czekając na kolejna wizytę u ortopedy i chodząc na rehabilitację siedziałam w domu i gotowałam obiadki.

Naucz się holenderskiego!

Moja córka pilnie przygotowywała się do bierzmowania. Uczyła się materiału, sama wybrała sobie imię. Miała z tym trochę problemów, ale w końcu dokonała wyboru.

Jednak im bliżej bierzmowania, tym bardziej ja miałam obawy….

O Polakach w Holandii

Polski hotel w Bunschoten…

Budynek, w którym zamieszkają niedługo  pracownicy głównie  z Polski, znajdujący  się na ulicy Celsiusweg w miejscowości Bunschoten,  będzie monitorowany całą dobę. O zamieszczeniu monitoringu na terenie hotelu zapewnia agencja pracy McDo-It. Mieszkańcy...

Czytaj więcej

Szukaj domu w Holandii

Miasto
Pokoje od
Cena od
Cena do
Nieruchomosci Holandia

Facebook


stat4u